Dżejdi trzyma się mocno

Posted in Nocne Loty tagi , , on 3 Maj 2012 by duxripae

Siedem godzin oczekiwania na lot do Ammanu starcza akurat na zwiedzenie centrum Frankfurtu i zjedzenie sznycla z sałatką kartoflaną (jak ja kocham tą sałatkę, mniam). Niebrzydkie miasto, nowoczesne, czyste.

Jak zwykle spotkanie giermańca o czekoladowym kolorze skóry sprawiło mi dziką radość, burn in hell Adolf, przegrałeś. Ok, trochę tej radości brało się też z faktu, że czekoladowy giermaniec był piękną, usmiechnietą kobietą. Spodziewałem się, że to ostatni uśmiech wymieniony z kobietą przez najbliższy tydzień, więc cieszył podwójnie.

Amman objawił się o drugiej na ranem jeziorem czerni wypełnionym migotliwym skarbcem klejnotów ulicznych latarni i okien domostw. Warto zapłacić za bilet lotniczy tylko dla okazji spojrzenia na miasto nocą z wysokości pięciu kilometrów. Jeszcze nie wiem, że szmaragdy tego skarbca to wieże minaretów.

Ach, wieże minaretów – muezin obudził mnie trochę po czwartej. Pierwsze wezwanie do modlitwy, przed wschodem słońca. Piękny, głęboki głos o tej porze nie zagłuszany kakofonią bazarowej ulicy śródmiescia. Allahu Akbar, Ash-hadu an-la ilaha illa llah, Ash-hadu anna Muħammadan-Rasulullah, Hayya ‘ala s-salah, Hayya ‘ala ‘l-falah, Allāhu akbar, La ilaha illa-Allah.

Wiecheć świeżej mięty wcale nie sprawia, że herbata jest smaczniejsza. Cóż, wlazłeś między wrony… Za to śniadaniowy hummus jest wspaniały. Zestawiam składniki w dowolny sposób, najsmaczniejszą kombinacją jest cytrynowa babka (Madeira to cytrynowa babka, nie?) posmarowana lebaneh i dżemem. Nie mam pojęcia, czy ktoś to tutaj je w ten sposób. Nieważne, jest pyszne.

Mój biedahotelik, sympatyczne miejsce pełne ciekawych ludzi, organizuje grupowe wycieczki. Grupa składa się z trzech do czterech osób i mieści się w osobowym nissanie sunny. Kierowcą jest Mohammad, kontuzjowany bliskowschodni mistrz jednej ze sztuk walki, zapomniałem której. Objechałem te wszystkie ruiny (Jerash robi wrażenie + spotkałem tam żółwika i jaszczurkę, w Umm Qais widok na Jezioro Galilejskie i Wzgórza Golan wyrywa z butów), zaliczyłem kąpiel w Morzu Martwym (i błoto, można tam wytaplać się w błocie i nie wypisują człowieka z dorosłości) i w tzw. międzyczasie dałem się orżnąć taksówkarzowi Adnanowi na grube pieniądze. Co mi się należało, bo kiedy wyjaśnił mi, że kobieta to halfbrain i nie potrafi myśleć tak jak MY pokiwałem grzecznie głową i nie zaprzeczyłem. Z tym wchodzeniem między wrony to bullshit, muszę popracować nad asertywnością.

Bogatszy w doświadczenia i biedniejszy o kabzylion dżejdi pojechałem do Petry. Na dworzec autobusowy zabrałem się z kierowcą, który akurat wiózł dwie śliczne dziewczyny (chyba Niemki) do granicy z Palestyną. Odważne laski, ja bym się bał. Mikrobusik do Wadi Musa stał i czekał, aż zapełnią się wszystkie miejsca. Na szczęście tego dnia było sporo chętnych na wyjazd. W lekkim ścisku i przyjaznej atmosferze doturlałem się do Wadi Musa, gdzie czekał na mnie przytulny hotelik z fantastycznym widokiem na miasteczko i góry.

Petra jest absolutnie petralicious. Tu nie ma co pisać, trzeba być i zobaczyć. Trzeba być i zobaczyć rano. Kiedy zachwycony opuszczałem siq, w stronę Skarbca wlokły się grupy z autokarów. Tak, spać do dziewiątej, śniadanko, zebrać się i przyjechać z Akaby a potem zdychać w południowym słońcu. Luuudzie, do Petry można wejść od bodajże siódmej rano a wy zaczynacie w południe. Petra w południe jest potworna, upał, grupy z autokarów, pył, konie, upał, osły, upał, wielbłądy i dwukółki. I jeszcze ten cholerny upał. I w dodatku czterdziestoosobowe grupy nie wchodzą na najpiękniejsze szlaki. Aż mi żal tych turystów.

Jeszcze tylko powrót do Ammanu, jeszcze tylko nocny lot do Frankfurtu, jeszcze tylko oczekiwanie na podkarpackich dostojników wracających z Chin i można lecieć do domu. Dom przywitał upałem. Upał bez osłów i wielbłądów nie jest taki straszny.

What would Brian Boitano do?

Posted in No co on 18 Kwiecień 2012 by duxripae

image

Gender

Posted in No co on 16 Kwiecień 2012 by duxripae

Moja śliczna nowa książeczka szczepień ma rubrykę “gender”. Gdybym nie oglądał ostatnio pasjami kucyponków, wiedziałbym co wpisać…;)

Kitty, kitty, kitty, food

Posted in No co on 8 Kwiecień 2012 by duxripae

Do dziś myślałem, że koty to takie małe puchate zwierzątka, które robią miau i ocierają się o nogawki. Luudzie! Koty to małe, puchate szalone bestie z piekła rodem. Maniakalni mordercy. Jak im się oczy robią takie duże i okrągłe jak w Shreku, to nie trzeba się zachwycać, trzeba spierdalać!

Spisek wiadomych sił

Posted in No co on 28 Marzec 2012 by duxripae

Na fejsowym profilu w polu “poglądy religijne” mam od początku posiadania profilu wpisane “ateista”. Oto co ateista dostaje po kliknięciu na “polecane aplikacje”: God wants You to Know, Astrology, Daily Bible Quotes, Daily Horoscope, God’s Daily Message, Daily Bible Verse, Anita predictions. To chyba działa na tej samej zasadzie, co pole “status związku”. Mam wpisane “wolny” i dostaję reklamy portali randkowych, żebym już nie był wolny. Zdaje się, że fejsalgorytmy uznały, że ateizm znaczy “wolny”.

Festung Breslau

Posted in Nocne Rozmowy on 16 Marzec 2012 by duxripae

Wrocławscy radni nie chcą koncertu Sinead O’Connor na świętej ziemi wrocławskiej, bo Sinead dwadzieścia lat temu podarła zdjęcie Karola Wojtyły, z zawodu Jego Świątobliwości Papieża. Kiedy Sinead śpiewała wczoraj w manchesterskiej katedrze, radni zapewne śpiewali w wagonie Warsu, w pociągu do Budapesztu. Albo przynajmniej znajdowali się w tym wagonie oczyma dusz swoich. Buce, małe, głupie, załgane buce.

Wysofistykowana krytyka

Posted in Nocne Lektury, Nocne Rozmowy on 29 Luty 2012 by duxripae

Przychodzi proletariat na stronę kapecji, żeby się uświadomić politycznie i dostaje w mordę “wysofistykowanymi filmami”.

Aua. To. Naprawdę. Bolało.

Edit: Michalski ma nienadmiernie sofistykowaną argumentację. No litości.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.